czwartek, 15 sierpnia 2013

Marceline-Marshall



Prawdopodobnie to był największy błąd mego życia, ale kogo to obchodzi. Kiedy ma się rodziców którzy mają cię w dupie możesz robić wszystko, nawet poddać się zabiegowi usunięcia piersi. Czemu zrobiłam takie głupstwo? Nie wiem. Może chciałam żeby moi rodzice mnie w końcu zauważyli i powstrzymali. Jednak oni nic takiego nie zrobili. Przestali się mną interesować kiedy skończyłam 14 lat. Chociaż, oni nigdy się mną nie interesowali. Gdy matka dowiedziała się ,że jestem lesbijką tak po prostu mnie wyśmiała i kazała wynosić się z domu. Więc to zrobiłam. Opróżniłam ich konto i uciekłam. Miałam gdzieś czy umrą z głodu, jednak wątpiłam w to ,bo byli obrzydliwie bogaci.   Zapewne to pieniądze ich tak zmieniły . Oni zawsze byli dla mnie zupełnie obcymi osobami. Wtedy zaczynałam nowe życie. Zostawiłam Marcelinę gdzieś za sobą i od tamtego momentu stałam się (prawie chłopakiem) -Marshallem.
*Ósma rano, hotel.*
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Ospale wyszłam spod kołdry i otworzyłam je. Przywitał mnie promienny uśmiech pokojówki. Przyniosła mi śniadanie. Gdy wzięłam od niej tacę nie odeszła od drzwi tylko wpatrywała się we mnie jak w obrazek. Podrapałam się po karku ,jak przystało na zażenowanego chłopaka.
-Tak?- zapytałam.
Lekko się zarumieniła.  Mocno trzęsły się jej dłonie. Otworzyła usta i gdy w końcu miała coś powiedzieć ,zamknęła je. Była bardzo zdenerwowana.
-O co chodzi?- Wysiliłam się na męski ton.
-J-ja chcia-chciałam s-się z-za-zapytać…- wyjąkała z trudem.- Czy nie poszedłbyś ze mną na koncert One Direction- dokończyła bardzo szybko i mocno zacisnęła powieki.
-Jasne- odparłam.
Otworzyła je zaskoczona. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-B-Byłam pewna ,że odmówisz. Bardzo ci dziękuję. Spotkajmy się jutro przy recepcji o 16.- Złapała mnie za ramię ,ucałowała w policzek i pędem uciekła od drzwi, zapewne myślała ,że jeszcze się rozmyślę.
Rose była bardzo nieśmiałą dziewczyną. Często była niepokojąco cicha. Musiała przeżyć jakiś wstrząs ,który zmienił jej życie. Bardzo ją polubiłam, mimo tego ,że nasze rozmowy trwały na ogół jakieś pięć minut.
Usiadłam do stołu i zjadłam śniadanie. Rose robiła przepyszne naleśniki. Chyba nikt w tym by jej nie dorównał. Ubrałam granatową koszulkę i siwe jeansy. Włączyłam telewizję. Jak zwykle huczało w niej od tragedii. Kilka samobójstw, wypadków i napadów. Dzień jak co dzień. Zatrzymałam się na jednym kanale. Właśnie był reportaż o moich rodzicach. Znowu oddali pieniądze jakiejś fundacji. Zaśmiałam się pod nosem. Tylko ja wiedziałam o tym ,że mają w tym swoje brudne interesy. Gdyby tylko ludzie wiedzieli jacy są naprawdę.Nigdy nie życzyłabym nawet mojemu największemu wrogowi takich rodziców. Westchnęłam głęboko i udałam się do toalety ,aby umyć zęby i załatwić swoje potrzeby. Tą jedną rzeczą nie różniłam się od innych dziewczyn i co miesiąc miałam ten sam problem. OKRES. Bóg jeden wie co przeżywałam gdy pierwszy raz go dostałam. Nikt mnie nie wtajemniczył w tajniki dojrzewania więc myślałam ,że to jakaś choroba.Po krótkim czasie nasza sprzątaczka  zapytała mnie o plamy krwi na mych spodniach i wszystko mi wytłumaczyła. To był jeden z najbardziej żenujących momentów mego życia i kolejny pretekst do tego ,aby zmienić płeć. Jednak cieszę się ,że tego nie zrobiłam, bo zawsze mogę wrócić do mojego dawnego wcielenia- Marceliny.
_________________________________________________________________
To tylko taki krótki początek ;> Mam nadzieję ,że się podoba. ;-;